Autor

Wojtek Wilczyński

W roku 1946 oddział Drugiego Korpusu generała Władysława Andersa otrzymał rozkaz
rozlokowania się w zamku. Z historią zamku oraz legendami o jego mieszkańcach i więźniach
polscy żołnierze zapoznali się z broszur angielskich. Zamek Carlisle to średniowieczna
forteca stojąca na straży miasta i hrabstwa przez blisko dziewięć wieków. Z licznych relacji
wynika, że z jego komnat i lochów od czasu do czasu wydobywają się przerażające krzyki,
jęki i westchnienia.
Swoje powstanie zamek zawdzięcza panującemu w XI wieku Wilhelmowi II Rudemu,
który w 1092 roku najechał Cumberland (tak nazywano wtedy znajdującą się pod szkockim
panowaniem północno-zachodnią część Kumbrii) i przyłączył ten obszar do ziem angielskich.
Budowę zamku rozpoczęto w 1093 roku, na ruinach starego rzymskiego fortu. Twierdza
miała na celu ochronę północnej granicy Anglii przed Szkotami. W 1122 roku Henryk I
rozpoczął budowę kolejnej jego części – kamiennej fortecy na tym samym terenie oraz
murów miejskich.

Lotnisko Burgas jak co roku przyjmowało samoloty z turystami, którzy zapragnęli
spędzić wakacje nad Morzem Czarnym. Przybywali przede wszystkim z krajów bloku
wschodniego, ale od urlopów w Bułgarii i wygrzewania się na słynnych „Eva pljaż” nie
stronili też obywatele innych krajów. W pobliskim Słonecznym Brzegu można było spotkać
wielu mieszkańców Republiki Federalnej Niemiec. Lotnisko wciąż było czynne, ale trwały
intensywne prace przygotowawcze do jego modernizacji i rozbudowy. Polski eksporter robót
budowlanych – warszawska Centrala Handlu Zagranicznego – już zgromadził na lotnisku
maszyny budowlane, a do hotelu robotniczego właśnie dojechała większość pracowników z
ponad stuosobowej załogi.

Krynica Górska cieszyła się zawsze wielkim powodzeniem. Ściągali tutaj wielbiciele narciarstwa i gór, Jana Kiepury, zdrojowych wód mineralnych. Ten przedwojenny kurort był i jest idealnym miejscem do nawiązywania nowych znajomości, także w sferze biznesu i... nie tylko.
Znalazł tu swoje miejsce na ziemi pan Gracjan. Był w swoim żywiole. W Krynicy stale coś się działo – koncerty, recitale, festiwale, liczne rocznice wydarzeń kulturalnych. Stwarzały one panu Gracjanowi nieustanne okazje do redagowania i oferowania wyjątkowego towaru – kart z okolicznościowym, przez siebie wymyślonym stemplem. Starzy bywalcy Krynicy rozpoznawali na deptaku przed Domem Zdrojowym postać pana Gracjana i nabywali te kartki, by udokumentować swoje uczestnictwo w tak ważnych wydarzeniach. Była to postać oryginalna i kontrowersyjna, wyróżniał się ekstrawaganckim wyglądem i niespotykaną retoryką.
W pamięci kryniczan zapisał się szczególnie z powodu jednego zdarzenia i nie miało ono nic wspólnego z zamiłowaniem do filatelistyki – tudzież filatelistów.

– Stoi, jęczy i pluje – powiedziała swojej córce seniorka rodu, pani Łucja, komentując przez telefon perfidne zachowanie swojej wysłużonej pralki.
– Mamo, kup nową, zaraz ci coś znajdę! – odpowiedziała mieszkająca w Nowym Jorku córka i rozpoczęła penetrację polskich sprzedawców internetowych. Poszukiwania nie trwały długo – cena pralki wybranej w internecie była niższa od takiej samej z marketu o dwieście złotych!
Aby zostać jej szczęśliwą posiadaczką, należało przeprowadzić zakup z użyciem amerykańskiej karty kredytowej, w którą córka wcześniej wyposażyła swą mamę.
Pani Łucja, w celu uniknięcia niepotrzebnego stresu, zwróciła się o pomoc do sąsiadów, którzy od razu przystąpili do dzieła.
Po kilku minutach zamówienie zostało złożone, numer karty wraz z kodem PIN podany i pozostało jedynie czekać na informację o dacie dostawy pralki.
Pani domu, by uczcić udany zakup, zaprosiła sąsiadów na podwieczorek. Gdy wzniesiono do góry kieliszki, słowa toastu przerwał dźwięk, który wydobył się z wciąż pracującego komputera. Goście i gospodyni odczytali wiadomość: „Zakup anulowano”.

– Pan S.?
– Zgadza się.
– Kończy się panu ubezpieczenie auta trzynastego kwietnia. Sprawdzę pana dane – Ulica... aha, bez zmian, samochód – bez zmian, tak – stłuczek nie było, dobrze, czy nadal deklaruje pan przebieg dziesięć tysięcy km rocznie? – tak, świetnie – więc tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt sześć zł.
– No nie, to już przesada, za drogo, pan chyba nowy w branży?
– A może zadeklaruje pan przebieg nie więcej niż pięć tysięcy km rocznie?
– Coś pan, to mam w ogóle nie jeździć?
– Doskonale! Chce Pan na dwie raty?
– A jaka różnica w cenie?
– Liczę, liczę, liczę, jeszcze chwila...
– Czy to pan przed chwilą zadzwonił raz na moją komórkę, przed telefonem na numer miejski?
– Tak, to ja.