Author

Wojtek Wilczyński

W roku 1946 polscy żołnierze stacjonowali niedaleko Brindisi, Ancony, Salento i Casamassima. Piękna Włoszka Giulietta zakochała się w Comandante polacco – polskim dowódcy miasteczka – poruczniku Drugiego Korpusu generała Władysława Andersa. Późnym wieczorem kierowca zawiózł porucznika jeepem do domku Giulietty, leżącego nieopodal miasteczka. W środku zastali rozbawione towarzystwo, więc porucznik, nie zwlekając, dołączył do trwającego już szaleństwa. Na widok Comandante wino, wódka i szampan polały się strumieniami. Śpiewy, tańce, całowanie, ech – tak polscy alianci nieprzerwanie fetowali swoje zwycięstwo nad włoskimi faszystami. Przyszedł środek nocy, a rano porucznik miał zorganizować apel, odebrać meldunki i przeprowadzić odprawę.

Trzeciego dnia pobytu w Andaluzji wcześnie rano ruszamy w czwórkę z Nerja na rajd po południowej Hiszpanii. Auto wypożyczone na lotnisku w Maladze spisuje się bez zarzutu. Najpierw zwiedzamy Gibraltar, który zadziwia nas organizacją ruchu. Przed startem i lądowaniem droga na półwysep zamykana jest szlabanem, biegnie bowiem w poprzek pasa startowego lotniska. Widoki piękne. Wjeżdżamy bezczelnie do góry ile się da. W końcu droga kończy się, co dobitnie uzmysławia stalowa przegroda i panoszące się wokół stado małp.
Na horyzoncie widać afrykańską Ceutę, a czterysta metrów od brzegu pływającą boję, oznaczającą miejsce katastrofy Liberatora z generałem Władysławem Sikorskim. Z drugiej strony wysokiej góry, u jej podnóża, stoi w porcie wiele statków. Po trzech godzinach zjeżdżamy do miasta, przy okazji uwalniając się od natrętnych małp. Pędzimy wzdłuż wybrzeża Atlantyku do Cadiz. Miasto robi sympatyczne wrażenie. Z portowego nabrzeża ruszamy na zwiedzanie jego najpiękniejszych miejsc i budowli. Z górnego pokładu miejskiego tour-autobusu podziwiamy architekturę i z pomocą lektora, przez słuchawki poznajemy jego historię.

W roku 1946 oddział Drugiego Korpusu generała Władysława Andersa otrzymał rozkaz
rozlokowania się w zamku. Z historią zamku oraz legendami o jego mieszkańcach i więźniach
polscy żołnierze zapoznali się z broszur angielskich. Zamek Carlisle to średniowieczna
forteca stojąca na straży miasta i hrabstwa przez blisko dziewięć wieków. Z licznych relacji
wynika, że z jego komnat i lochów od czasu do czasu wydobywają się przerażające krzyki,
jęki i westchnienia.
Swoje powstanie zamek zawdzięcza panującemu w XI wieku Wilhelmowi II Rudemu,
który w 1092 roku najechał Cumberland (tak nazywano wtedy znajdującą się pod szkockim
panowaniem północno-zachodnią część Kumbrii) i przyłączył ten obszar do ziem angielskich.
Budowę zamku rozpoczęto w 1093 roku, na ruinach starego rzymskiego fortu. Twierdza
miała na celu ochronę północnej granicy Anglii przed Szkotami. W 1122 roku Henryk I
rozpoczął budowę kolejnej jego części – kamiennej fortecy na tym samym terenie oraz
murów miejskich.

Lotnisko Burgas jak co roku przyjmowało samoloty z turystami, którzy zapragnęli
spędzić wakacje nad Morzem Czarnym. Przybywali przede wszystkim z krajów bloku
wschodniego, ale od urlopów w Bułgarii i wygrzewania się na słynnych „Eva pljaż” nie
stronili też obywatele innych krajów. W pobliskim Słonecznym Brzegu można było spotkać
wielu mieszkańców Republiki Federalnej Niemiec. Lotnisko wciąż było czynne, ale trwały
intensywne prace przygotowawcze do jego modernizacji i rozbudowy. Polski eksporter robót
budowlanych – warszawska Centrala Handlu Zagranicznego – już zgromadził na lotnisku
maszyny budowlane, a do hotelu robotniczego właśnie dojechała większość pracowników z
ponad stuosobowej załogi.

Krynica Górska cieszyła się zawsze wielkim powodzeniem. Ściągali tutaj wielbiciele narciarstwa i gór, Jana Kiepury, zdrojowych wód mineralnych. Ten przedwojenny kurort był i jest idealnym miejscem do nawiązywania nowych znajomości, także w sferze biznesu i... nie tylko.
Znalazł tu swoje miejsce na ziemi pan Gracjan. Był w swoim żywiole. W Krynicy stale coś się działo – koncerty, recitale, festiwale, liczne rocznice wydarzeń kulturalnych. Stwarzały one panu Gracjanowi nieustanne okazje do redagowania i oferowania wyjątkowego towaru – kart z okolicznościowym, przez siebie wymyślonym stemplem. Starzy bywalcy Krynicy rozpoznawali na deptaku przed Domem Zdrojowym postać pana Gracjana i nabywali te kartki, by udokumentować swoje uczestnictwo w tak ważnych wydarzeniach. Była to postać oryginalna i kontrowersyjna, wyróżniał się ekstrawaganckim wyglądem i niespotykaną retoryką.
W pamięci kryniczan zapisał się szczególnie z powodu jednego zdarzenia i nie miało ono nic wspólnego z zamiłowaniem do filatelistyki – tudzież filatelistów.