Krynica Górska cieszyła się zawsze wielkim powodzeniem. Ściągali tutaj wielbiciele narciarstwa i gór, Jana Kiepury, zdrojowych wód mineralnych. Ten przedwojenny kurort był i jest idealnym miejscem do nawiązywania nowych znajomości, także w sferze biznesu i... nie tylko.
Znalazł tu swoje miejsce na ziemi pan Gracjan. Był w swoim żywiole. W Krynicy stale coś się działo – koncerty, recitale, festiwale, liczne rocznice wydarzeń kulturalnych. Stwarzały one panu Gracjanowi nieustanne okazje do redagowania i oferowania wyjątkowego towaru – kart z okolicznościowym, przez siebie wymyślonym stemplem. Starzy bywalcy Krynicy rozpoznawali na deptaku przed Domem Zdrojowym postać pana Gracjana i nabywali te kartki, by udokumentować swoje uczestnictwo w tak ważnych wydarzeniach. Była to postać oryginalna i kontrowersyjna, wyróżniał się ekstrawaganckim wyglądem i niespotykaną retoryką.
W pamięci kryniczan zapisał się szczególnie z powodu jednego zdarzenia i nie miało ono nic wspólnego z zamiłowaniem do filatelistyki – tudzież filatelistów.
Miał zwyczaj, sprawdzony zresztą, planowania wszystkiego na wyrost. Gdy dowiedział się, że cierpi na nieuleczalną chorobę, wiedział od razu, co należy zrobić. Udał się natychmiast do znanego w Krynicy zakładu pogrzebowego i zamówił dla siebie okazałą, ozdobną trumnę. On, właściciel trzech działek w mieście, nie będzie przecież zdawał się na niepewny wybór – przez rodzinę – tak ważnego przedmiotu, gdy on sam nie będzie już mógł wyrazić swojego zdania. Chwalił się, że nigdy nie zostawia spraw niezałatwionych.
Dlatego, jak powiedział:
– Nabyłem solidną, inkrustowaną trumnę, żeby córka i konkubina ze stolicy, która odwiedza mnie w sezonie, nie miały z tym kłopotu.
Na trumnę pieniędzy nie żałował, złote wymyślne okucia, solidny dąb. Po kilku tygodniach trumnę przywieziono pod wskazany adres – domu, w którym mieszkał. Pan Gracjan uznał, że najlepszym miejscem na jej przechowanie będzie przedpokój we własnym mieszkaniu. Bo to można popisać się przed znajomymi i własne oko nacieszyć.
Czas upływał, a trumna stała sobie w przedpokoju, jakby była nieodzownym meblem użytkowym. Konkubina z trudem zaakceptowała jego decyzję. Żaliła się, że swojego nabytku nie chce przenieść w inne miejsce. Goście odwiedzający dom stawali w drzwiach, jakby ich piorun strzelił – czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Pierwsza ich myśl: czy na pewno
pusta? Uroczyste posiłki stawały im w gardle. Tymczasem pan Gracjan wciąż czuł się nie najgorzej i wyglądało na to, że lepiej niż przedmiot jego dumy.
Nie upłynął rok, gdy z trumny zaczęły wydobywać się coraz głośniejsze odgłosy, a to jęknięcia, jakieś podejrzane stuki i trzaski, czasem w środku nocy. Szczęśliwy, jak dotąd, właściciel tego pełnego tajemniczego uroku przedmiotu, zaczął w końcu zastanawiać się nad źródłem owych dźwięków – nie mogły przecież pochodzić od niego, skoro jeszcze w trumnie na stałe nie zamieszkał! Konkubina pospiesznie wróciła do stolicy. Wkrótce do dziwnych dźwięków doszły jeszcze nieoczekiwane efekty wizualne. Trumna zaczęła przybierać niespotykane kształty – deski rozpierały deski, powiększały się szpary i szczeliny.
Do pana Gracjana dotarła straszna prawda. Przedmiot jego przedwczesnych, jak się okazało zabiegów, rozsechł się w taki sposób, że zmienił kształt, i o zgrozo, nie nadawał się w końcu na miejsce wiecznego spokoju. Widząc, jak ogromna dotknęła go strata, nie namyślając się już dłużej, pobiegł pan Gracjan do owego renomowanego zakładu pogrzebowego, gdzie na piśmie złożył reklamację. Jej dokładnej treści nie znamy, ale musiała być dziełem literatury w swoim rodzaju:
„Ja, właściciel i użytkownik trumny, nabytej dnia... niniejszym oświadczam, że...”
Sprawa rozniosła się po Krynicy szerokim echem, wzbudzając powszechną radość i śmiech. Pan Gracjan tej wrzawy nie rozumiał. Został przecież, z pewnością nie jako pierwszy, nabity w butelkę – a raczej w trumnę! Jako niezłomny trybun tych, którzy już nie byli w stanie poskarżyć się na fuszerkę zakładu pogrzebowego, wystąpił z pozwem sądowym w przedmiotowej sprawie.
Reklamację ostatecznie odrzucono, bowiem sąd przychylił się do stanowiska strony pozwanej, która podniosła koronny argument:
„Wina leży po stronie powoda, gdyż zakupiony towar nie był właściwie eksploatowany”.

Pobierz całe opowiadanie:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Podobne Wpisy