Czasem zastanawiam się nad definicją odwagi. A właściwie nie czasem. Myślę o tym bardzo często. Nie jest łatwo zanalizować siebie samego, tak do głębi, by móc przewidzieć własną reakcję w ekstremalnej sytuacji. Są w życiu chwile, gdy stajemy przed zagrożeniem bezpieczeństwa własnego, swoich bliskich, osób obcych. Zadaję sobie pytanie – jak bym się zachował? Dam się ponieść nieszczęściu czy stawię czoła zagrożeniu? I od czego zależeć będzie moja reakcja? Czy zachowanie zimnej krwi wynika z silnej psychiki, czy wyłącznie konkretnych okoliczności i reakcji emocjonalnej, stanu ducha w tym konkretnym momencie?
Bo czym jest odwaga, bohaterstwo, opanowanie? Czy chcemy przetrwać, bo życie, nawet takie z pozoru zwykłe i czasem nieszczęśliwe, jest jednak dla nas nadrzędną wartością, wobec której reszta spraw przestaje mieć znaczenie?
W chwili nagłego zagrożenia w mózgu następują jakieś gwałtowne reakcje neuro-fizyko-chemiczne, które wyłączają pewne obszary świadomości, włączają zaś inne. Może wyłącza się myślenie wielowątkowe, a ciało posłuszne jest prostym nakazom umysłu wynikającym z instynktu samozachowawczego? I właśnie wtedy działamy z nadzwyczajną siłą? Na myśl często przychodzi mi tragedia w Kaprun. Może dlatego, że mój syn, który z grupą kolegów i trenerem jeździł tam przez kilka sezonów, mógł być jednym z nieszczęsnych narciarzy, którzy zginęli.
Leżąca na południowy zachód od Salzburga, u podnóża głównego grzbietu alpejskiego, masywu Wysokie Taury, wypoczynkowa miejscowość Kaprun, stanowi jeden z głównych ośrodków narciarskich w Austrii. Ze wszystkich austriackich ośrodków narciarskich jest to ośrodek najbardziej „polski”. Stosunkowo niewielka, możliwa do przebycia w jeden dzień, odległość ośmiuset kilometrów, która dzieli Kaprun od przejścia granicznego w Cieszynie, sprawia, że na znajdujących się tam stokach język polski można usłyszeć codziennie. Największą atrakcją dla narciarzy przyjeżdżających do Kaprun jest położony na wysokości 3203 m.n.p.m. lodowiec Kitzsteinhorn.
Mieści się tam czynny przez cały rok ośrodek narciarski, przyciągający świetnymi warunkami wielu amatorów białego szaleństwa. Miejsce to charakteryzuje się dużą różnorodnością tras, wśród których znajdują się zarówno te przeznaczone dla wytrawnych narciarskich zapaleńców, jak i te, po których śmiało mogą jeździć początkujący narciarze i snowboardziści. Na Kitzsteinhorn dostać się można za pomocą jednej z wielu kolejek górskich, których stacje zlokalizowane są kilka kilometrów od Kaprun. Są tam kolejki
gondolowe i wyciągi krzesełkowe, ale dominującym elementem krajobrazu jest potężna konstrukcja zwana Kretem. To kolejka poruszająca się na szynach, napędzana za pomocą liny wyciągowej.
Oficjalnie kolejka ta nazywa się Kaprun 2. Zbudowana została w roku 1974, a dwadzieścia lat późnej zmodernizowana. Jej trasa ma początek w Thoerl w Dolinie Kaprun, a całkowita długość trasy wynosi blisko cztery kilometry. Pierwszy, liczący sześćset metrów odcinek przebiega po wznoszącej się stalowej estakadzie, zaś pozostała trasa w wąskim tunelu, nachylonym pod kątem czterdziestu dwóch stopni. Kolejka górska w Kaprun przypomina więc nieco naszą kolejkę na Gubałówkę – z tą różnicą, że jej trasa biegnie w tunelu – z czego to właśnie wzięła się jej popularna nazwa – Kret.
Wiele osób nie lubi wjeżdżać Kretem na lodowiec Kitztseihorn. Z jednego z dwóch zwykle zatłoczonych wagoników tej kolejki nie można wiele zobaczyć. A wrażenie podczas jazdy w tunelu nie jest szczególnie przyjemne. Jednak chyba nikt z korzystających z Kreta w Kaprun nie przypuszczał, że właśnie ta kolejka okaże się dla pasażerów śmiertelną pułapką. Austriaccy specjaliści od bezpieczeństwa kolejek górskich twierdzili, że kolejka ta jest znacznie bezpieczniejsza niż wyciągi krzesełkowe i gondolowe. Uzasadniali to tym, że w przypadku ewentualnego zerwania się liny ciągnącej wagoniki, nie spadną one w dół, gdyż wyposażone są w hamulce szynowe, dokładnie tak samo jak windy.

Pobierz całe opowiadanie:

Zostaw komentarz