Wilczyński Nowele

I believe in music. I believe in love

Część pierwsza

Nicolas pił wino i patrzył w stronę parku. Kawiarniany stolik i miejski ogród oddzielała wąska jezdnia. Zaintrygowała go dziewczyna siedząca na ławce. Nie poruszała się od wielu minut. Odniósł wrażenie, że uśpiona patrzy w dal. Było w tym coś niepokojącego. Jej splecione dłonie spoczywały na udach. Miała na sobie letnią, bladoniebieską sukienkę z wąskimi ramiączkami i dużym dekoltem. Widział bladą skórę jej rąk i ramion. Dziwne, pomyślał, już lato w pełni, a jej ciało nie zaznało promieni słońca. Zadał sobie pytanie: co robiła przez ostatnie miesiące, skoro uniknęła opalenizny? Czyżby w ogóle nie chodziła po ulicach? W myślach powtarzał swoją partię na wiolonczeli w Bolero Ravela. Dzisiejsza próba z
orkiestrą była najważniejsza. Kwintet smyczkowy spisywał się bez zarzutu. Zresztą nikt z 26-osobowego składu nie zawodził zaufania dyrygenta. Lubił Bolero, proste wariacje jednego 18-taktowego tematu i narastającą dynamikę stylizowanego tańca hiszpańskiego, kiedy do orkiestry stopniowo dołączają kolejne instrumenty.

Czasem tak postępuję. Kiedy wokół siebie czuję gęstniejącą atmosferę i pragnę wytchnienia, rodzi się myśl, by zniknąć. Tak po prostu – przepaść bez wieści, choćby na jakiś czas. Nie widzieć i nie słyszeć, nie rozważać po wielekroć tych samych domysłów, nie szperać w pamięci, wyłączyć się bez reszty. Wyrzucić z głowy sprawy bieżące. Będzie i tak co ma być, mój wpływ na przebieg zdarzeń jest niewielki. Uciec od ludzi. I mam na to swój sposób. Potrzebuję tylko dwóch rzeczy. To czas i ..kajak.

Są takie miejsca, na które mogę liczyć, zawsze gotowe udzielić mi azylu, podczas wiosny, lata i jesieni – bez względu na porę dnia. Zdradzę  jedno z nich pod warunkiem, że ten sekret zachowacie dla siebie.

- Śpisz? – zapytała, choć była pewna, że tak jest w istocie.
- Spałem… o co ci chodzi? – usłyszała po dłuższej chwili.
- Jak chcesz, to opowiem ci mój sen.
- A jutro nie możesz? – Adam z trudem uchylił nieco powieki. Do oczu, przez
niedomkniętą zasłonę dotarł promień światła z ulicznej latarni.
- Nie, muszę teraz, bo mogę zapomnieć…powiedziała wolno, z lekko wyczuwalnym
naciskiem.
- Zgoda, opowiadaj, ale nie rozwlekaj, proszę. Rano muszę wstać wcześniej niż zwykle.
Co jej przyszło do głowy? – pomyślał. Ciągle mówi, że jest zmęczona. I na taką wygląda. Ostatnio śpi jak zabita, przez co fizycznie jesteśmy ze sobą coraz rzadziej.