I believe in music. I believe in love

Część pierwsza

Nicolas pił wino i patrzył w stronę parku. Kawiarniany stolik i miejski ogród oddzielała wąska jezdnia. Zaintrygowała go dziewczyna siedząca na ławce. Nie poruszała się od wielu minut. Odniósł wrażenie, że uśpiona patrzy w dal. Było w tym coś niepokojącego. Jej splecione dłonie spoczywały na udach. Miała na sobie letnią, bladoniebieską sukienkę z wąskimi ramiączkami i dużym dekoltem. Widział bladą skórę jej rąk i ramion. Dziwne, pomyślał, już lato w pełni, a jej ciało nie zaznało promieni słońca. Zadał sobie pytanie: co robiła przez ostatnie miesiące, skoro uniknęła opalenizny? Czyżby w ogóle nie chodziła po ulicach? W myślach powtarzał swoją partię na wiolonczeli w Bolero Ravela. Dzisiejsza próba z
orkiestrą była najważniejsza. Kwintet smyczkowy spisywał się bez zarzutu. Zresztą nikt z 26-osobowego składu nie zawodził zaufania dyrygenta. Lubił Bolero, proste wariacje jednego 18-taktowego tematu i narastającą dynamikę stylizowanego tańca hiszpańskiego, kiedy do orkiestry stopniowo dołączają kolejne instrumenty. Sączył wino, obserwował blondynkę, snuł swoje muzyczne przemyślenia i wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Jakiś podrostek, przechodzący parkową alejką, chwycił torebkę, którą dziewczyna położyła obok siebie i szybko oddalał się, przyspieszając kroku. Nicolas, nie namyślając się ani przez moment, rzucił się w pościg za złodziejem.
Przebiegł ulicę tuż przed maską przejeżdżającej taksówki i pędził przez park śladem uciekiniera. Gdy przebiegał obok dziewczyny, spostrzegł, że mogła nie zauważyć kradzieży. Miała półprzymknięte oczy i sprawiała wrażenie nieobecnej. Nicolas wiedział, że złodziejaszek nie ma z nim żadnych szans. Nie grał w kosza ani w siatkówkę, jak większość kolegów z uczelni – tylko po to, by mieć wpis w indeksie. Z zamiłowania trenował średnie dystanse w sekcji lekkoatletycznej.
- Oddaj torebkę, złodzieju! – zawołał donośnie. Po kilkudziesięciu sekundach dogonił rabusia, który chcąc uniknąć schwytania rzucił torebkę na trawę. Nicolas podniósł torebkę i zobaczył, że oprych nie zdążył jej otworzyć.
Oba suwaki były zasunięte. Zrezygnował z dalszego pościgu, uznając, że podstawowy cel
został osiągnięty. Po co mam narażać się na pchnięcie nożem – pomyślał. Chłopak mógł biec na
spotkanie ze swoją bandą i zaraz mogli być w przewadze. Gdy wracając nie zobaczył blondynki na ławce – mocno się zdziwił. Gdzie się podziała? – zastanawiał się.
Z torebką w ręku przemierzył duży fragment parku. Bez rezultatu. Dziewczyna jakby zapadła się pod ziemię. Osoby pytane o nią, po wysłuchaniu opisu jej wyglądu stwierdzały, że nikogo takiego nie zauważyły. Nicolas usiadł na ławce w nadziei, że blondynka wkrótce wróci. Po dwudziestu minutach, nie doczekawszy się jej powrotu, wrócił do kawiarni. Kelner, który uprzątnął szklankę z winem opróżnioną zaledwie do połowy patrzył na niego zdziwiony. Widać pogodził się ze stratą, bo gdy Nicolas zjawił się, zapłacił kartą i dał w gotówce napiwek uśmiechnął się szeroko.
- Gdzie pan zniknął ? – zapytał z ciekawości.
- Goniłem złodzieja, który ukradł dziewczynie torebkę z ławki w parku.
- I dogonił go pan?
- Nie musiałem, rzucił torebkę na trawę, gdy właśnie miałem go schwytać.
- To ta torebka? – zapytał kelner, patrząc na jego ręce.
- Tak – odparł Nicolas. Teraz mam problem, bo dziewczyna zniknęła. Przepadła bez śladu. Obszedłem park, siedziałem na tej samej ławce i nic. Młoda blondynka, z długimi włosami, w niebieskiej sukience, może pan ją widział? – zwrócił się z pytaniem do kelnera.
- Niestety, rzadziej wychodzę na zewnątrz, gdy operuje palące słońce.
Większość gości
przebywa wtedy w środku, wolą klimatyzację od upału.
- Może weszła do kawiarni, by się uspokoić? – zapytał Nicolas.
- Niech pan sprawdzi, ale moim zdaniem jej tam nie ma. Blondynkę
zauważyłbym – dodał z uśmiechem. Wracając do kawiarni szczerzył swoje białe zęby, które kontrastowały z ciemną karnacją ciała. Grzeczny gość, wygląda na owoc francusko-algierskiej miłości – skonstatował Nicolas. Dziewczyna skomplikowała mi popołudnie – stwierdził z irytacją, bo do wtorkowej próby orkiestry pozostało pół godziny, a akurat tyle potrzebował, by dotrzeć do domu. A kiedy zdążę się przebrać? – wziąć instrument i dojechać do sali? – pomyślał.
Spóźnienie murowane. Już lepiej nie stawić się na próbie – zdecydował i wykonał telefon do kolegi, by go usprawiedliwił. Absencja przytrafiła mu się po raz pierwszy. Nicolas uznał, że nie będzie grzebać w cudzej damskiej torebce na oczach przechodniów. A zgłoszenie sprawy na policji byłoby kłopotliwe – to zeznania, protokoły i
strata czasu. Włożył ją do plastikowej reklamówki, poszedł na przystanek autobusu i pojechał do domu, by w spokoju przeprowadzić swoje prywatne śledztwo. Wszedł do mieszkania i dowiedział się, że André – jego współlokator i kolega z konserwatorium wróci późno. „Może przed północą” – wynikało z tekstu kartki pozostawionej na stoliku. A to mogło oznaczać, że wróci nawet nad ranem. Nicolas bez pośpiechu zrobił sobie zieloną herbatę, usiadł w fotelu, podniósł torebkę ze stolika i postawił przed sobą. Była dość ciężka. Rozsunął oba suwaki.

Pobierz całe opowiadanie:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Podobne Wpisy