W centrum Rygi stoi do dziś na jednym z podwórzy, w otoczeniu wysokich bloków, niski, zmurszały budynek z cegły, z zawilgoconymi ścianami i pomalowaną podłogą wykonaną z prostych desek. Z zewnątrz wygląda jak mały czarnoksięski pałacyk z dwiema wieżyczkami. To tu Valdis prowadził swój biznes w okresie narodzin wyzwolonej Łotwy. Opowiada o tym przy piwie, które łagodzi nieco powracające emocje.
Skorzystał z pomocy znajomych, którzy znali właściciela niemieckiej firmy z Dortmundu. Niemiecka firma była dostawcą popularnych wyrobów do jednej z sieci handlowych: stołów piwnych ze składanymi nogami, niezbędnych na Oktoberfest, a także regałów metalowych wykonanych z cienkiej blachy, przeznaczonych do domowych piwnic na przetwory i narzędzia. I poszukiwała taniego producenta. Valdis poleciał z Rygi do Frankfurtu za bajońskie (i pożyczone) pieniądze – ponad osiemset pięćdziesiąt marek. Zawiózł Niemcom do zatwierdzenia wzór regału wykonany w Rydze. Znajomi wystąpili w roli pośredników.
Na miejscu uwag do regału było wiele, więc zapewnił, że następny będzie już bez błędów, a jego wzór dostarczy do Dortmundu do akceptacji ryska firma transportowa. Tak też się stało. Na szczęście kolejny egzemplarz już nie budził zastrzeżeń. Valdis wcześniej przeżył istne katusze, związane z poszukiwaniem w Rydze firmy, która zdołałaby nie tylko wykonać taki regał, ale produkować go w ilościach do pięciu tysięcy sztuk tygodniowo!
Rok 1992 dla Łotwy – właśnie wyzwolonej z komunistycznej niewoli – był bardzo trudny. Upadły zakłady produkcyjne. Nie miały już rynku zbytu w Rosji, więc i surowce stamtąd przestały docierać. Łotewskie produkty nie były kupowane przez Rosję ze względów politycznych. Zakłady, które produkowały wyroby zaawansowane technicznie na potrzeby Związku Radzieckiego, z powodu braku zamówień, surowców i kapitału wstrzymały produkcję niemal całkowicie. Zanim Valdis zdołał przygotować ofertę, bez powodzenia przemierzał Rygę i odwiedzał liczne firmy. Wszędzie widział to samo – wegetujące pozostałości dawnej załogi, wyłączone linie produkcyjne, czekanie na to, że zdarzy się cud. Kolejni potencjalni producenci regałów okazywali się całkowicie nieprzygotowani, nie mieli odpowiednich maszyn i dostępu do surowca – blachy o grubości pół milimetra. Kiedyś planowo dostarczano ją z radzieckiej republiki Kazachstan. Teraz niełatwo było ją zdobyć.
Podpowiedziano mu, by spróbował ulokować zlecenie w ryskiej fabryce opraw oświetleniowych. Fabryka była na skraju bankructwa. Z czterystu pracowników pozostała w zakładzie niepełna setka. Oprawy w niej wyprodukowane rozświetlały cały Kraj Rad. Zakład
tonął w długach, a każdy jego zarobek zabierały banki na poczet niespłaconych kredytów.
Garstce pracowników brakowało pieniędzy na jedzenie i ubranie. Uparcie każdego ranka
zjawiali się w zakładzie gotowi do pracy.
Po rozmowie z dyrektorem zaświtała dla Valdisa iskierka nadziei. Przynajmniej padły
jakieś konkrety. Na nowe sztance do tłoczenia blachy zakład potrzebował dwieście
pięćdziesiąt tysięcy rubli. To nie stanowiło problemu, miał właśnie taką sumę, uzbieraną ze
sprzedaży importowanych towarów. Dyrektor nie był jednak pewien, czy zdoła sprowadzić
odpowiednią blachę, za jaką cenę i czy będą to dostawy regularne. Wtedy kwitł barter
(wymiana towaru na towar) – pieniędzy nie miał nikt. Dyrektor nie miał czego zaproponować
Kazachom w zamian za blachę, gdyż w Rydze niczego nie produkowano – z wyjątkiem
słynnej nalewki o nazwie Ryski Balsam. W końcu poinformował Valdisa, że wynalazł coś na
barter, ale postawił mu istotny warunek. Umowa na produkcję regałów mogła być podpisana
na dostawy przez okres co najmniej jednego roku. Tymczasem zamówienia z firmy
niemieckiej miały być ponawiane co miesiąc i Valdis nie miał żadnej pewności, czy mimo
ustnych zapewnień o gwarantowanych comiesięcznych zamówieniach nagle nie nastąpi w
nich przerwa, albo, co gorsza, rezygnacja.
Nie mógł pogodzić się z tym, że może upaść biznes jego życia. Wyszedł z założenia, że
bez ryzyka nie robi się dobrych interesów i chcąc przełamać ten impas, podpisał umowę z ryskim
zakładem na dostawy przez cały rok. Po odliczeniu od zaproponowanej przez Niemca
ceny regału kosztów zakupu w fabryce, transportu do Niemiec, wynajmu biura, kosztów płac
dla współpracowników i premii dla kierowników zmian, zostawał całkiem uczciwy zysk. Po
uzgodnieniu na piśmie warunków umów Valdis potwierdził Niemcom faksem gotowość
dostaw.
Niemiecka firma podała termin pierwszej dostawy – była to połowa września.
Uprzedzono go, że w przypadku opóźnienia zamówienie straci ważność. Valdis przekazał
zakładowi pieniądze na oprzyrządowanie produkcji i czekał na pierwsze regały. Każda
ciężarówka miała zabierać do Niemiec dwa tysiące pięćset sztuk, ułożonych w specjalny
sposób. Niemcy przysłali faksem rysunek optymalnego rozmieszczenia regałów na skrzyni
ciężarówki.

Pobierz całe opowiadanie:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Podobne Wpisy