Wilczyński Nowele

Część pierwsza

Gabrysia szła ścieżką udeptaną wśród ruin. Zwały gruzów przypominały
o domach, które przed wojną stały wzdłuż ulicy. Okupant podpalił je i wysadził.
Tu i ówdzie ostały się partery i to właśnie ich użytkowanie było pierwszymi
oznakami ludzkiego hartu i woli przetrwania. Sklepik wśród zgliszcz, dokąd
zmierzała na zakupy był tego dobrym przykładem. Nocą docierały do miasta
chłopskie wozy z ziemniakami, chlebem, masłem, mlekiem, śmietaną, serem,
jajkami, kurami, świńskim mięsem. Bez zaopatrzenia ze wsi nie przeżylibyśmy
tej apokalipsy – pomyślała. Fragmenty samotnych ścian sterczały ku niebu
odsłaniając dawne szczegóły z życia mieszkańców posesji. Wysoko, w pokoju,
którego już nie było, wisiał przekrzywiony portret młodej pary.

Jesień
Przywiane podmuchem wiatru,
dotknęło ziemi,
lekko i z niedowierzaniem.
Czy to tu ?— zapytało cichutko.
- Tak, tak! - odpowiedziały drzewa
radosnym szumem liści,
osłonimy cię, ochronimy...
Deszcz umył je i napoił.
Wrastało w miejsce swych narodzin,
coraz śmielej, z bezbronną ufnością.
W głąb, wszerz, w nieustannie słabnącym słońcu.
- Spiesz się, spiesz ,
czas twojej próby nadchodzi -
szeptały drzewa.
Widziało drżenie ich gałęzi
w pierwszych porywach chłodu.
Trwało przytulone do ziemi,
nieświadome nadziei przetrwania.

Najlepiej nie za wiele. Wtedy nie będzie rozczarowań i smutku. Ale cóż,
wiemy doskonale, że taka postawa jest sprzeczna z ludzką naturą, bo jedyne co
człowiek ma naprawdę własnego - to życie, i pragnąłby wieść je jak najlepiej. To
„najlepiej” w zależności od wielu endo i egzoczynników jest inne u każdego z
nas. I, co ważne, zmienia się wraz z upływem czasu.
Co nas odmienia ? Praca, dom, najbliżsi, znajomi i obcy - których reakcje
i zachowania mogą nas natchnąć, albo przygnębić. Właściwie wszystko, co nas
otacza, kształtuje nasze życie: zdrowie, pasje - mniej lub bardziej udane -
charakter i cechy osobiste, nasze korzenie, wykształcenie, środowisko, w jakim
żyjemy.

W 1985 roku, podczas rozmowy ze swoim serdecznym przyjacielem, ryskim architektem Janisem Pipursem stwierdził, że chciałby mieć jakąś szczególną pamiątkę z pobytu w Rydze. Janis po krótkim namyśle zaproponował, by odwiedzili małżeństwo wykładowców Łotewskiej Akademii Sztuk Pięknych, z którymi on i Lielda serdecznie się przyjaźnią. Państwo Bumanis zaprosili ich do siebie, do pracowni na ryskim Starym Mieście. Podczas miłego spotkania dowiedział się, że Aija, pani domu, często wystawia swoje prace za granicą. Ostatnio miała duży wernisaż w Japonii.

Nocleg w hotelu Mińsk. Delegaci z Polski zmierzali do pokojów wskazanych przez recepcję. Nieśli swoje siermiężne walizki, których postęp technologiczny, wolno następujący w socjalizmie, nie zdążył wyposażyć w kółeczka. Ich przyjazd, skład delegacji i ranga jej uczestników były od dawna znane hotelowi. Niczego nie zostawiono przypadkowi. Delegatów umieszczono ich w hotelu według harmonogramu sporządzonego przez oficera KGB (Komitiet Gosudarstwiennoj Biezopasnosti) – zgodnie z rangą, w apartamentach lub dwuosobowych pokojach.
Oficer otrzymał odpowiednie wytyczne z moskiewskiej centrali na Łubiance.