Nocleg w hotelu Mińsk. Delegaci z Polski zmierzali do pokojów wskazanych przez recepcję. Nieśli swoje siermiężne walizki, których postęp technologiczny, wolno następujący w socjalizmie, nie zdążył wyposażyć w kółeczka. Ich przyjazd, skład delegacji i ranga jej uczestników były od dawna znane hotelowi. Niczego nie zostawiono przypadkowi. Delegatów umieszczono ich w hotelu według harmonogramu sporządzonego przez oficera KGB (Komitiet Gosudarstwiennoj Biezopasnosti) – zgodnie z rangą, w apartamentach lub dwuosobowych pokojach.
Oficer otrzymał odpowiednie wytyczne z moskiewskiej centrali na Łubiance. Apartamenty miały świetny system „nagłaśniania zwrotnego” – żadne słowo w nim wypowie-dziane nie ulatywało bezpowrotnie w eter. Gdzieś w ukrytych pomieszczeniach, niedostępnych nawet dla obsługi hotelowej, siedzieli znużeni ludzie na dyżurach. Patrzyli beznamiętnie na szpule z wolno obracającymi się taśmami. Nie mogli dopuścić do przerwy w nagraniach, więc gdy wskaźnik długości taśmy zbliżał się do końca, przełączali odbierany sygnał na inny magnetofon. Po wyjęciu szpuli należało ją opisać – podać źródło nagrania – czyli numer pokoju lub apartamentu, czas rozpoczęcia i zakończenia zapisu. Opisaną szpulę wkładano do plastikowej skrzynki, zawierającej taśmy z podsłuchu innych pomieszczeń hotelowych. Do wypełnionej skrzynki wkładano protokół – wykaz taśm z podpisem pracownika służby bezpieczeństwa wewnętrznego. Co dwie godziny wyruszał z podziemi hotelu niczym niewyróżniający się samochód dostawczy. W środku pomieszczenia bagażowego siedział uzbrojony agent i strzegł kolejnej partii skrzynek. Trasę do placu Dzierżyńskiego samochód pokonywał w kilkanaście minut. Po przekroczeniu trzech kontrolowanych bram auto stawało w garażu siedziby KGB przy strzeżonej windzie.
Skrzynki wieziono do pokojów, gdzie śledczy umieszczali je na półkach oznaczonych nazwą hotelu i właściwym piętrem. Półki były swoistymi „kopiami” każdego moskiewskiego hotelu. Oficerowie odsłuchujący taśmy znali biegle języki obce – każde wypowiedziane słowo czy zdanie nie mogło pozostać niezrozumiane. Czasem fragmenty taśm odsłuchiwano wielokrotnie. Treść rozmów nie mogła budzić żadnych wątpliwości. Oficer wystukiwał na maszynie do pisania odsłuchiwane rozmowy. Pisał w dwóch egzemplarzach – przez kalkę.
Oficer tłumacz po zakończeniu tłumaczenia jedną kopię maszynopisu zachowywał w tajnym archiwum, natomiast podpisane przez siebie oryginały zanosił naczelnikowi wraz z kolejnym meldunkiem. Podczas dnia roboczego składał kilka takich meldunków. Jeśli treść
tłumaczonych rozmów była niejasna albo budziła niepokój, oficer miał obowiązek złożyć
natychmiast meldunek naczelnikowi.
I to naczelnik decydował, czy i w jaki sposób uruchomić służby wywiadu stale
przebywające w odizolowanych pomieszczeniach każdego hotelu. Podejrzani goście nie
mogli bezkarnie go opuścić. Należało zapewnić im niezauważalne, ale stałe towarzystwo
służb bezpieczeństwa. Podsłuch stanowił ważne ogniwo systemu. Każda rozmowa
telefoniczna prowadzona w pokoju hotelowym uruchamiała niezależne mechanizmy zapisu
magnetofonowego i podsłuchu bezpośredniego. Informacje uzyskane tą drogą również
trafiały na biurko naczelnika KGB.
Innym, może nawet bardziej istotnym elementem inwigilacji i obserwacji była bardzo
ważna instytucja hotelowa, jaką była etażowa. Tak, właśnie na stanowisku dyżuru na piętrach
(etaż – oznacza „piętro”) i wszystkich korytarzach hoteli pracowały wyłącznie kobiety.
Zabieg socjotechniczny polegał na tym, by stanowisko obserwatora i wywiadowcy powierzyć
budzącej ciepłe skojarzenia kobiecie. Już niemłodej, po pięćdziesiątce, takiej, której agent
obcych służb nie zawróci w głowie. Oczywiście świetnie wyszkolonej i doświadczonej,
umiejącej w mig rozpoznać żywe zagrożenie.
Budziła sympatię, można ją było poprosić o wrzątek albo nawet herbatę. Etażowa
widziała i wiedziała wszystko. To żywy symbol systemu komunistycznego i Sojuza. W
czasach, gdy nie było telewizji przemysłowej i monitoringu, oczy i uszy wszechwiedzącej
etażowej były na wagę złota.
Delegat z Polski zawsze trafiał do hotelu, bo inne miejsca pobytu w tym systemie nie
były możliwe. Delegat w podróży służbowej w mieszkaniu obywatela ZSRR? To
wykluczone, to ciężkie przestępstwo zarówno gościa, jak i gospodarza. Już służby granicznopaszportowe
na lotnisku indagowały go w następujący sposób:
– A który hotel ma pan zarezerwowany? W przypadku błędnej odpowiedzi delegat był
natychmiast pouczany:
– To nie jest Wasz hotel. Macie rezerwację w hotelu... – podawano właściwą nazwę. –
Czy nie poinformowano pana o zmianie? Ach, ci Polacy, wiecznie bałagan wprowadzają.
Zrozumiał pan? Jedzie pan do hotelu...
System, od czasu rewolucji, wprowadzał daleko posunięty – poza granice ludzkiej
wolności – porządek w życiu zawodowym i osobistym. Obywatele w nim urodzeni uważali
skrajne posłuszeństwo i kary za jego brak za coś najzupełniej normalnego.
Delegat z Polski przyjeżdża więc do właściwego hotelu, dostaje meldunek i klucz,
kieruje się na wskazane piętro i co widzi?

Pobierz całe opowiadanie:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Podobne Wpisy