Kategoria

Gawędy o dzieciństwie

Romek należał do organizacji harcerskiej w szkole, w której już przed drugą
wojną
światową istniały tradycje skautingu. Wyjazd na obóz był jego pierwszym
samodzielnym
pobytem poza domem. Mimo, że był dobrze zżyty ze swoim zastępem, ta
eskapada wiązała
się dla niego z dużym przeżyciem. Od dwóch lat służył w zastępie złożonym z
sześciu
chłopców.
Od Tadka – zastępowego, Jacka i Romka zależała cała atmosfera i relacje w
grupie.

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy mieszkaliśmy we Włochach, zimy były
mroźne i śnieżne, a okresy letnie bardzo gorące. Skwar i żar dosłownie lały się z nieba.
Nadejścia lata i zimy oczekiwaliśmy z wielką niecierpliwością. Zima czasem zaczynała się
już w październiku, ledwo zdążyliśmy pozbierać kasztany i zebrać orzechy. Była dla
dzieciarni nie lada atrakcją. Jazda na sankach, nartach, łyżwach – albo po prostu na butach, w
dół z wyślizganej górki, lub po zamarzniętych kałużach. Pasje sportowe po jesiennej, smętnej
i deszczowej przerwie odżywały z nową siłą.

Jeszcze wiele lat po drugiej wojnie ze Starych Włoch na Nowe można było wybrać drogę przez tunel, pod peronami, albo znacznie ciekawszą, przez przejazd zamykany na szlabany. W tunelu dla pieszych, pod peronami, zwykle stała woda. Dlatego jako mali chłopcy ganialiśmy się tam w gumowcach. Prawdziwą atrakcją był dla nas przejazd kolejowy. Właśnie tam mnóstwo się działo. Ruch pociągów był duży, więc szlabany otwierano na bardzo krótki czas.
Na przejeździe w długiej kolejce czekały wozy konne, ręczne platformy na dwóch kółkach, piesi, rowerzyści, czasem jakaś ciężarówka i autobus. Każdy chciał przejechać, wszystkim się śpieszyło.