Autor

Wojtek Wilczyński

Czy wszystko jest dobrze?
Vsichko li e khubavo?
Bułgaria – podróż nostalgiczna

Po wielu latach ruszamy w podróż do Bułgarii. Skłamałbym, twierdząc, że chcę wyłącznie odpocząć. Jadę do miejscowości, w której spędziłem półtora roku i przeszedłem eksportowe chrzciny. Lecę i myślę sobie, że z małej mieścinki leżącej przy lotnisku – w dobie wielkich zmian w Europie – mogło nic nie pozostać. Przez Google obejrzałem linie nowych domów i hoteli – dokładnie tam, gdzie kiedyś, w Sarafowie, zajmowałem piętro niewielkiego domu – nad samym brzegiem Morza Czarnego, tuż nad stromym, gliniastym urwiskiem. Pragnę odwiedzić stare kąty i poszukać śladów ludzi, z którymi się wówczas zaprzyjaźniłem. Bagatela, minęło ponad trzydzieści lat. Lecimy na wypoczynek do sąsiedniej miejscowości – Pomorie.

Podróż ścieżką jednego życia i o tym, jak dać sobie radę na wyniszczonej Syberii, bezwzględnej wobec słabych

Bohater reportażu, czy jak kto woli – opowiadania poszybował w górę, to samo stało się z poziomem jego życia. Losy mieszkańców Rosji centralnej i ich drogi życiowe bywają skomplikowane. A warunki życia trudne. Lot samolotem Tu -134 utwierdził mnie w tym przekonaniu. Z dużej wysokości dobrze widać nie tylko ogromne połacie kuli ziemskiej, można też dostrzec problemy ekologiczne, klimatyczne, ekonomiczne i społeczne.

Andriej, wysoki, dość przystojny i bardzo kulturalny chłopak, od razu dał się poznać z dobrej strony. Nie miał doświadczenia w biznesie i właśnie gorąco pragnął je zdobyć. Był pracowity, słowny i bardzo się starał. Wokół interesów kręciło się mnóstwo przypadkowych ludzi, bez kapitału, za to z wiarą usiłujących wcielić w życie swój raczej życzeniowy biznes. Chwalili się nieistniejącymi kontaktami i możliwościami. W rzeczywistości nie dysponowali niczym więcej poza chęciami i szukali kogoś, kto sfinansuje ich pomysły, w większości oparte na fałszywych założeniach i niepoparte żadną solidną analizą.

Czasem zastanawiam się nad definicją odwagi. A właściwie nie czasem. Myślę o tym bardzo często. Nie jest łatwo zanalizować siebie samego, tak do głębi, by móc przewidzieć własną reakcję w ekstremalnej sytuacji. Są w życiu chwile, gdy stajemy przed zagrożeniem bezpieczeństwa własnego, swoich bliskich, osób obcych. Zadaję sobie pytanie – jak bym się zachował? Dam się ponieść nieszczęściu czy stawię czoła zagrożeniu? I od czego zależeć będzie moja reakcja? Czy zachowanie zimnej krwi wynika z silnej psychiki, czy wyłącznie konkretnych okoliczności i reakcji emocjonalnej, stanu ducha w tym konkretnym momencie?

Część pierwsza

Już było po wszystkim. Ustał stukot kół powozów na wybrukowanym
podjeździe pałacu. Przed jego frontem ucichło rżenie koni i gwar rozmów.
Zamknięto potężną bramę wjazdową a zgrzyt zatrzaskiwanych zamków był
ostatnim donośnym dźwiękiem, który rozległ się wśród zapadających
ciemności. Gaszono po kolei światła, najpierw w alejach parku, następnie te
bliżej pałacu, na wjeździe i przy wejściu. W końcu nastała zupełna cisza.
Kilkanaście breków i coupe stało w powozowni, albowiem część uczestników
ceremonii i stypy udała się na nocleg do zawczasu przygotowanych sypialni.
Hol i schody wiodące do pokojów na piętrze oświetlało chybocące światło
niewielu świec, które pozostawiono na czas wietrzenia.